#694907
autor: gugu77 » sobota 07 wrz 2019, 07:06
zerocin pisze: wtorek 03 wrz 2019, 16:39
gugu77 pisze: poniedziałek 02 wrz 2019, 21:15Pisze tez o moim dziadku.
Zarzucasz mu kłamstwo?
Nie zarzucam Ci kłamstwa. Twierdzę jedynie, że pamięć Twojego dziadka nie musi być pełna - wręcz jestem pewien, że jest wyrywkowa.
Chodzi mi o pewien psychiczny mechanizm, którego bardzo dobrym przykładem może być film "Wołyń". To nie jest film historyczny, to jest film oparty na pamięci historycznej. Oparty jest na pewnych wydarzeniach, które ludzie jakoś tam sobie zapamiętali, a że groza tych wydarzeń przekraczała wytrzymałość psychiczną niemal każdego człowieka, często to, co zapamiętali, nie miało w rzeczywistości miejsca. Dobrze jest zatem te dwie rzeczy - czyli pamięć historyczną i prawdę historyczną - od siebie odróżniać.
Smarzowski w pełni świadomie przyjął w tym filmie punkt widzenia ofiar, a ofiarom i ich rodzinom wolno więcej. Dużo więcej. Wolno im swoje krzywdy eksponować. Wolno im je wyolbrzymiać i tworzyć sytuacje, które w rzeczywistości nie miały miejsca - taka jest na przykład scena ze święceniem siekier w cerkwi, która z prawdą historyczną nie ma nic wspólnego. Nie ma żadnego dowodu, żadnego zeznania świadka, które dawałyby jakieś podstawy do uznania ją za coś więcej niż legendę. Ofiarom wolno też krzyczeć o zrozumienie świata, ale tego zrozumienia i tak nie będzie, bo zrozumieć ból i rozpacz ofiar mogą tylko inni ludzie, którzy doświadczyli podobnych zbrodni. To całkowicie zrozumiałe. Jednak człowiek będący obserwatorem, emocjonalnie w wydarzenia niezaangażowany, nie powinien tak postępować i to też jest całkowicie zrozumiałe. Jeśli jednak znajdują się ludzie, którzy pokazane w filmie wydarzenia uznają już za całą prawdę i tylko prawdę, to tak postępować nie należy i to już nie jest zrozumiałe, bo prawda historyczna jest też taka, że na Wołyniu praktycznie nie było wsi, gdzie nie znalazł by się ktoś, kto by Polakom nie pomógł - ostrzegł, ukrył bądź pomógł wyjechać w bezpieczne miejsce, ale w filmie nie ma o tym ani słowa.
Przyjęcie przez Smarzowskiego punktu widzenia ofiar filmowi ujmy nie przynosi. Dzieło się broni, ale nie ma co się dziwić, że wywołuje kontrowersje, skoro niektórzy nie rozumieją co właściwie obejrzeli.
imn[a]min pisze: wtorek 03 wrz 2019, 00:42@zerocin i nadal z całą pewnością Twierdzisz, iż nie było to regułą?!
Oczywiście. Podtrzymuję wszystko co napisałem. Opieranie swojej wiedzy historycznej na filmikach zamieszczonych na YT to jest dokładnie to samo, jakby opierać ją na opowieściach dziadka. Wciąż jeszcze żyje mój ojciec, który też pamięta okupację i różne rzeczy mi o niej opowiadał, ale to naprawdę nie wystarczy do wyrobienia sobie opinii o tym jak to wtedy naprawdę było.
W roku 1980 bylem w wojsku.
Bralem udzial wraz z nieomal 1000 kolegow w miedzynarodowych manewrach Bruderschaft Waffen 80.
Zdobywalismy wraz enerdowcami i moskalami plaze w tymze enerdowie.
Przy jakiejs tam okazji napisalem o tym na ktoryms forum.
Wywiazala sie dyskusja.
Jeden z uczestnikow napisal, ze pisze bzdury, bo on o takich manewrach nie slyszal i nie czytal.
Zamurowalo mnie wtedy.
Potem przewrocilem sie z fotelem ze smiechu.
Calkiem podobnie wyglada dyskusja z Toba.
Staram sie pisac o osobistych doswiadczeniach.
Sklonny jestem bardziej dawac wiare bliskim, niz podrecznikom.
Podrecznikowych "prawd" mam po dziurki w nosie.
Takie jest moje podejscie do tego tematu.
Mozna sie z nim zgadzac lub nie.
PS.
Moglbym Ci napisac o zaginieciu mojego wujka, o ucieczce siostry przyrodniej dziadka i jej meza przed NKWD, o tym jak moskale chcieli mojej babci dac order za pomoc w zniszczeniu szkopskiego dziala ppanc,
o kuzynie mojej mamy i jego trasie sybir/anders/legia/marynarka handlowa, o moim dziadku, ktory cala
wojne jezdzil tramwajem w wagonie "nur fur deutsche" przez cala wojne i nikt sie do niego nie przypierdolil,
o przechowywaniu arystokratow na wsi, by ich nie wywieziono na sybir....
I jeszcze innych.
Moze to sa "legendy", ale jestem sklonny w nie wierzyc.
Probuje ostatnio spisywac histore rodziny.
Rzecz okazuje sie o wiele trudniejsza niz myslalem.
Niektore z w/w znajda sie w dziale "legendy", bo znam je tylko z opowiadan, z pierwszej lub drugiej reki...
A rzecz idzie od sasa do lasa, od rolnikow spod Tarnopola, poprzez wojne, do artystow jazzowych....
Trudna sprawa...
[quote=zerocin post_id=693961 time=1567521562 user_id=297]
[quote=gugu77 post_id=693755 time=1567451751 user_id=487]Pisze tez o moim dziadku.
Zarzucasz mu kłamstwo?[/quote]Nie zarzucam Ci kłamstwa. Twierdzę jedynie, że pamięć Twojego dziadka nie musi być pełna - wręcz jestem pewien, że jest wyrywkowa.
Chodzi mi o pewien psychiczny mechanizm, którego bardzo dobrym przykładem może być film "Wołyń". To nie jest film historyczny, to jest film oparty na pamięci historycznej. Oparty jest na pewnych wydarzeniach, które ludzie jakoś tam sobie zapamiętali, a że groza tych wydarzeń przekraczała wytrzymałość psychiczną niemal każdego człowieka, często to, co zapamiętali, nie miało w rzeczywistości miejsca. Dobrze jest zatem te dwie rzeczy - czyli pamięć historyczną i prawdę historyczną - od siebie odróżniać.
Smarzowski w pełni świadomie przyjął w tym filmie punkt widzenia ofiar, a ofiarom i ich rodzinom wolno więcej. Dużo więcej. Wolno im swoje krzywdy eksponować. Wolno im je wyolbrzymiać i tworzyć sytuacje, które w rzeczywistości nie miały miejsca - taka jest na przykład scena ze święceniem siekier w cerkwi, która z prawdą historyczną nie ma nic wspólnego. Nie ma żadnego dowodu, żadnego zeznania świadka, które dawałyby jakieś podstawy do uznania ją za coś więcej niż legendę. Ofiarom wolno też krzyczeć o zrozumienie świata, ale tego zrozumienia i tak nie będzie, bo zrozumieć ból i rozpacz ofiar mogą tylko inni ludzie, którzy doświadczyli podobnych zbrodni. To całkowicie zrozumiałe. Jednak człowiek będący obserwatorem, emocjonalnie w wydarzenia niezaangażowany, nie powinien tak postępować i to też jest całkowicie zrozumiałe. Jeśli jednak znajdują się ludzie, którzy pokazane w filmie wydarzenia uznają już za całą prawdę i tylko prawdę, to tak postępować nie należy i to już nie jest zrozumiałe, bo prawda historyczna jest też taka, że na Wołyniu praktycznie nie było wsi, gdzie nie znalazł by się ktoś, kto by Polakom nie pomógł - ostrzegł, ukrył bądź pomógł wyjechać w bezpieczne miejsce, ale w filmie nie ma o tym ani słowa.
Przyjęcie przez Smarzowskiego punktu widzenia ofiar filmowi ujmy nie przynosi. Dzieło się broni, ale nie ma co się dziwić, że wywołuje kontrowersje, skoro niektórzy nie rozumieją co właściwie obejrzeli.[quote="imn[a]min" post_id=693773 time=1567464128 user_id=641]@zerocin i nadal z całą pewnością Twierdzisz, iż nie było to regułą?![/quote]Oczywiście. Podtrzymuję wszystko co napisałem. Opieranie swojej wiedzy historycznej na filmikach zamieszczonych na YT to jest dokładnie to samo, jakby opierać ją na opowieściach dziadka. Wciąż jeszcze żyje mój ojciec, który też pamięta okupację i różne rzeczy mi o niej opowiadał, ale to naprawdę nie wystarczy do wyrobienia sobie opinii o tym jak to wtedy naprawdę było.
[/quote]
W roku 1980 bylem w wojsku.
Bralem udzial wraz z nieomal 1000 kolegow w miedzynarodowych manewrach Bruderschaft Waffen 80.
Zdobywalismy wraz enerdowcami i moskalami plaze w tymze enerdowie.
Przy jakiejs tam okazji napisalem o tym na ktoryms forum.
Wywiazala sie dyskusja.
Jeden z uczestnikow napisal, ze pisze bzdury, bo on o takich manewrach nie slyszal i nie czytal.
Zamurowalo mnie wtedy.
Potem przewrocilem sie z fotelem ze smiechu.
Calkiem podobnie wyglada dyskusja z Toba.
Staram sie pisac o osobistych doswiadczeniach.
Sklonny jestem bardziej dawac wiare bliskim, niz podrecznikom.
Podrecznikowych "prawd" mam po dziurki w nosie.
Takie jest moje podejscie do tego tematu.
Mozna sie z nim zgadzac lub nie.
PS.
Moglbym Ci napisac o zaginieciu mojego wujka, o ucieczce siostry przyrodniej dziadka i jej meza przed NKWD, o tym jak moskale chcieli mojej babci dac order za pomoc w zniszczeniu szkopskiego dziala ppanc,
o kuzynie mojej mamy i jego trasie sybir/anders/legia/marynarka handlowa, o moim dziadku, ktory cala
wojne jezdzil tramwajem w wagonie "nur fur deutsche" przez cala wojne i nikt sie do niego nie przypierdolil,
o przechowywaniu arystokratow na wsi, by ich nie wywieziono na sybir....
I jeszcze innych.
Moze to sa "legendy", ale jestem sklonny w nie wierzyc.
Probuje ostatnio spisywac histore rodziny.
Rzecz okazuje sie o wiele trudniejsza niz myslalem.
Niektore z w/w znajda sie w dziale "legendy", bo znam je tylko z opowiadan, z pierwszej lub drugiej reki...
A rzecz idzie od sasa do lasa, od rolnikow spod Tarnopola, poprzez wojne, do artystow jazzowych....
Trudna sprawa...