Hrabina Elżbieta Batory. Legenda czy fakty?

Różne wątki historyczne
Awatar użytkownika
Lady Li
Założycielka KATHARSIS
Założycielka KATHARSIS
Reakcje:
Posty: 45361
Rejestracja: piątek 06 mar 2015, 20:43
Lokalizacja: Górny Śląsk - Racibórz
Płeć: Jędza
Jestem: adm.lilianna@interia.pl
Znak zodiaku: Waga

Hrabina Elżbieta Batory. Legenda czy fakty?

#405084

Nieprzeczytany post autor: Lady Li »

Hiena. Historia Erzsébet Báthory
'
Obrazek
Elżbieta Batory była istnym potworem, sadystką, a w dodatku kobietą wyuzdaną, utrzymującą kontakty seksualne z kochankami płci obojga. Aby zachować wieczną młodość hrabina kąpała się we krwi młodych dziewczyn, a jak to nie skutkowało, piła krew ofiar prosto z zadanych uprzednio ran.

Elżbieta Batory urodziła się 7 sierpnia 1560 w miejscowości Esced, w ówczesnych Węgrzech. Jej ojcem był Jerzy Batory, książę i pastor ewangelicki, co daje połączenie dość ekscentryczne. Matką Elżbiety Batory była zaś Anna Batory, siostra naszego króla Stefana Batorego. To, że Jerzy Batory ożenił się z Anną Batory, może dziwić, ale tylko niewtajemniczonych.
Ród Batorych miał to już bowiem we zwyczaju, że jego przedstawiciele łączyli się w związki małżeńskie w obrębie własnej dalszej rodziny, co wraz z upływem czasu doprowadziło do wprost niewyobrażalnych komplikacji genealogicznych. Dawało to też i inne, może mniej zabawne konsekwencje, jak choćby dziedziczne przekazywanie sobie najrozmaitszych wad psychicznych, skłonności do napadów wściekłości, zidiocenie i najprzeróżniejsze odchylenia seksualne.

Nie wszyscy z rodziny Batory tacy właśnie byli i mieliśmy szczęście, że nasz król Stefan okazał się być jednym z najrozsądniejszych Batorych. A ryzyko z królem Stefanem było ogromne! Jego ojciec, też Stefan, wojewoda Siedmiogrodu, tracił czasami poczucie rzeczywistości i każąc się wozić saniami w środku lata, siostra króla Klara urządziła na swoim zamku dość ostentacyjnie działający „salon towarzyski” dla pań, kochających zwyczajnie i kochających „inaczej”, zaś o jego braciach krążyły opowieści jako o draniach i okrutnikach.

Powiadają, że Elżbieta Batory była niezwykle inteligentna, że otrzymała staranne wykształcenie, że znała język węgierski, niemiecki i łacinę. Może i znała. Choć, jak mi wiadomo, często „znajomość języka obcego” sprowadza się do znajomości kilkudziesięciu zdań, wypowiadanych w tym języku, a inteligencja – to nie zdolność do czytania i pisania, a raczej rodzaj i zakres zainteresowań danej osoby. Mała Elżbietka słynęła z małpiej złośliwości i dzikich napadów agresji. Dziecko było nie tyle inteligentne, co nad wiek rozwinięte, bo już jako trzynastolatka zaszła w ciążę z jakimś wiejskim chłopakiem i mając lat czternaście urodziła córkę. Córkę się oddało gdzieś na wieś, a panienkę pospiesznie wydano za mąż za dzielnego dowódcę wojsk węgierskich, Franciszka Nadsady. Na hucznym weselu bawiło się 4500 gości! Państwo młodzi zamieszkali w zamku Nadsady’ego w miejscowości Sarvar na Węgrzech.

Nadsady, jako dowódca wojskowy, zaangażowany w obronę Węgier przed atakami Turków, ciągle przebywał poza domem. Prowadzeniem majątku zajmowała się Elżbieta. Wkrótce okazało się, że jest potworem, sadystką, maltretującą swoje służące, a w dodatku kobietą wyuzdaną, utrzymującą liczne kontakty seksualne z kochankami płci obojga. Często przebywała na zamku swojej ciotki Klary i brała udział w orgiach, jakie się tam odbywały. Przeczulenie na punkcie swojej jakoby nadzwyczajnej urody, wręcz samouwielbienie powodowało, że Elżbieta całe dnie poświęcała na wpatrywanie się w lustro, upiększanie się wytwornymi kosmetykami, ciągłe zmiany strojów i klejnotów, jakie bez chwili przerwy na siebie wkładała. Jej dość przeciętna uroda musiała być przez wszystkich domowników głośno podziwiana. Tych, którzy jej urody nie zauważali, gnębiła i prześladowała.
'
Obrazek
Portret Lucrezii Panciatichi autorstwa Angelo Bronzino, często stosowany jako portret Erzsébet Báthory

'
Hrabina Elżbieta z upodobaniem karała swoje służące. Czy to za prawdziwe przewinienia, czy tylko za wyimaginowane biła, a często torturowała biedne dziewczyny, z przyjemnością słuchając ich krzyków. Doszło do tego, że proboszcz Sarvaru Istvan Magyari rozmówił się z Nadsady’m, przedstawił mu zarzuty, jakie dotyczą postępowania jego żony, zaznaczył, że dwie służące hrabiny Elżbiety zmarły w niewyjaśnionych okolicznościach, ostrzegał, że hrabina zadaje się z kobietą Anną Darvulią, znachorką, jest znana z tego, że torturowała swoje służące oraz prosił hrabiego, by ten wpłyną na żonę i powstrzymał ją od popełniania następnych szaleństw.
Gdy ta rozmowa nie dała nic, hrabiostwo zostali przez proboszcza oficjalne napomnieni w kościele, w obecności wszystkich wiernych. Nadsady i jego żona oburzali się na publicznie postawione Elżbiecie zarzuty, twierdząc, że wszystkie te oskarżenia są nieprawdziwe. Trudno powiedzieć, na ile oburzenie Nadsady’ego było prawdziwe. Wydaje się, że dobrze wiedział o występkach swojej żony i po prostu wolał o wszystkim nie wiedzieć. Ten bohaterski „pogromca Turków” w domu przestawał być taki wojowniczy. Nie pożył zresztą zbyt długo. Musiał przeszkadzać Elżbiecie w ułożeniu sobie życia według jej własnej recepty, bo 4 stycznia 1604 nie wstał rano z łóżka, do którego położył się wieczorem. Nie żył! Wdowa niezbyt długo odprawiała przepisową żałobę. Wczesny zgon męża znamionował przemianę, do jakiej doszło w umyśle hrabiny.
Nadsady poszedł na cmentarz, a do zamku sprowadziła się Anna Darvulia. Podobno obie panie żyły ze sobą bez niepotrzebnej obecności jakichś mężczyzn.
Po śmierci męża Elżbieta natychmiast przegoniła z zamku jego matkę, znienawidzoną przez siebie teściową. Sprowadziła za to na zamek Dorotę Szantes, poznaną na orgiach, organizowanych przez ciotkę Klarę. Dorota, baba wielka i silna jak chłop, znana była jako sadystka i czarownica. Do najbliższego grona zaufanych hrabiny została też dopuszczona Ilona (Helena) Joo, była pielęgniarką hrabiny, kawał baby, tak brzydka, że trudno było na nią patrzeć. Dopełnia kompanii karzeł Johannes Ujvary, zwany Fritzko. To było „grono przyjaciół” Elżbiety. Wiedźmy, lesbijka i pokraczny karzeł. To z nimi hrabina, ta jaśnie pani, jakoby nadzwyczaj inteligentna i wykształcona, żyła najbliżej.

„Wesoła kompania” Batorówny wraz ze swoją panią opuściła niegościnny im Sarvar i przeniosła się do zamku Czachtice na Słowacji. No i tam się zaczęło! Hrabina często czuła się źle i jedynym lekarstwem na jej dolegliwości było przysłuchiwanie się krzykom torturowanych dziewczyn. Osobisty „sztab” hrabiny, czyli trzy potworne baby i karzeł Fritzko, albo sami torturowali służące przed obliczem pani, albo tylko pomagali, gdy panią naszła ochota na torturowanie własnoręczne.

Mówi się, że Elżbieta Batory pobiła kiedyś służącą tak mocno, że krew biednej dziewczyny opryskała jej twarz. Po wytarciu twarzy okazało się jakoby, że skóra Elżbiety w miejscach, gdzie była zwilżona krwią, nabrała nadzwyczaj młodzieńczego wyglądu. Ten rzekomy fakt, jak i późniejsze rozmowy z wiedźmą Darvulią, doprowadziły Elżbietę do przekonania, że jedynym sposobem na zachowanie młodości może być tylko przemywanie ciała świeżą krwią młodych dziewczyn. Kazała więc Dorocie i karłowi Ujvary złapać jedną z pokojowych, rozebrać ją do naga, a następnie trzymać jej ręce nad dużą kadzią. Wtedy Elżbieta własnoręcznie przecięła dziewczynie obie tętnice, a gdy ta wykrwawiła się na śmierć, hrabina wzięła kąpiel w jej krwi. Po zażyciu krwawej kąpieli Hrabina zaczęła od razu wyglądać dużo młodziej. Taka przynajmniej była zgodna opinia całego jej plugawego „sztabu”.
Od tej pory jaśnie pani zaczynała swoje „sesje” odbywające się w piwnicach zamku od torturowania dziewczyn, ale było to tylko miłym dla niej wstępem do zarznięcia dziewczyny i kąpieli w jej świeżej krwi.
Proszę Państwa! Co działo się dalej, tego nie da się opisać, a już na pewno nikt z Państwa nie chciałby tego przeczytać.

Początkowy incydent z kąpielą w krwi dziewczyny przeszedł w proceder, działający regularnie i rutynowo. Mordowano właściwie dzieci, bo dziewczyny w wieku od 12 do 18 lat. Niczego niespodziewające się. Przyjmowane na zamek do sprzątania, pracy w kuchni i innych prac pomocniczych. Przerażająca nędza ludności, mieszkającej wokół zamku bardzo pomagała hrabinie. Wszyscy chcieli dostać pracę na zamku, a wybranym zazdroszczono. Dlatego dziewczyn nie brakowało. W podziemiach zamku urządzono coś, co się nazywało Komnatą Tortur Jaśnie Pani.
Z Niemiec sprowadzono tak zwaną „żelazną dziewicę”, rodzaj stalowego sarkofagu z otwierającymi się drzwiami, na zewnątrz przedstawiającego postać kobiety. Na ścianach wewnętrznych, jak i na wewnętrznej stronie drzwi, prowadzących do sarkofagu, „dziewica” posiadała długie stalowe noże, wbijające się w ciało wepchniętej tam ofiary w miarę, jak zamykało się za nią drzwi tego piekielnego urządzenia. Krew wypływająca z „dziewicy” napełniała kadź...

Powoli zaczynało brakować dziewczyn. Trzeba je było zwabiać na zamek albo porywać. Coraz większym problemem stawało się „uprzątanie” trupów. Początkowo wynoszono je nocą i podrzucano na cmentarzach lub zakopywano po lasach. Nie było to bezpieczne. Zaczęto więc gromadzić trupy w podziemiach zamku. Ogromnych podziemiach, schodzących w głąb na trzy piętra. Ale i podziemia zapełniały się coraz bardziej. Smród, bijący z piwnic, zaczynało się czuć już na podwórzu zamkowym. Niektóre korytarze piwnic, wypełnione trupami, karzeł Fritzko próbował nocami zamurowywać. Pani „pracowała” jednak niestrudzenie, sama obmyślając następne tortury. Już nie tylko kąpała się we krwi, ona też krew piła. Prosto z krwawiących ran. Odgryzała i połykała kawałki ciała z żywych i wrzeszczących dzieciaków... Z czasem nastąpiła konsternacja. Krew dziewczyn przestała działać odmładzająco w stopniu zadowalającym hrabinę! Darvulia i na to znała radę. Winne były dziewczyny, pochodzące ze wsi. Chamska krew przestała działać wystarczająco dobrze. Należało stosować krew pańską.
'
Obrazek

Ruiny zamku Čachtice

'
Hrabina otworzyła na zamku w Czachticach akademię dobrego wychowania dla wysoko urodzonych panienek. Dama królewskiego rodu jako założycielka i jednocześnie prowadząca zajęcia i wykłady, gwarantowała swoją osobą najwyższy poziom pobieranych nauk. Niczego niespodziewający się rodzice masowo zaczęli oddawać swoje córki do „szkoły” w Czachticach.
Powstały problemy, o których hrabina początkowo chyba nie pomyślała. Rodzice szlachcianek nie byli jednak pokornymi i zahukanymi chłopami, których można było zakrzyczeć lub przegonić.
Należało się teraz dobrze napracować nad wytłumaczeniem znikania szlacheckich dziewcząt. Kilka razy przedstawiano rodzicom zmasakrowane zwłoki, tłumacząc śmierć dziewczyny wypadkiem na polowaniu, a okropne rany na jej ciele, śladami po kłach szarżującego dzika. Innym razem hrabina sama zawiadamiała rodziców innych dziewcząt o tym, że ich córki uciekły (w domyśle, że z jakimiś kawalerami), albo, że zgubiły się w lesie i wtedy ostentacyjnie ich poszukiwano z całą sforą psów tropiących. Gdy zaś pewnego dnia jedna z uczennic odkryła na zamku straszliwie okaleczone zwłoki swojej koleżanki, posłużono się ordynarną prowokacją.
Hrabina wyznaczyła wysoką nagrodę za wskazanie sprawcy tego ohydnego morderstwa. Karzeł zeznał przed hrabiną, w obecności wszystkich, że widział kiedyś zamordowaną z pewnym chłopakiem ze wsi, a ostatnio chłopak był jakoby widziany na zamku. Sprowadzono chłopaka i łamano go kołem, zaś pieniądze stanowiące nagrodę za ujęcie sprawcy, karzeł Fritzko przekazał na rzecz kościoła w Czachticach.

Hrabina przyjęła zasadę, że gdy wokół jej spraw robiło się głośno, zabierała ze sobą swój niecny „dwór” i wspólnie udawano się w podróż. Jeździli do Czech, do Austrii lub do Polski. Wszędzie, gdzie się zatrzymywano, hrabina oprócz oficjalnej rezydencji miała jeszcze do dyspozycji jakiś domek na uboczu, a w nim, najczęściej w piwnicy, stała kadź... Wszędzie, gdzie zatrzymywała się hrabina, ginęły dziewczęta, które potem znajdywano pocięte i poćwiartowane, ukryte gdzieś w lesie lub na pustkowiu. Nikt, ale to dosłownie nikt, nie kojarzył sobie tych na makabrycznych znalezisk z jaśnie panią z królewskiej rodziny. Były jednak ogromne problemy z pozbywaniem się zwłok.
Pewnego razu hrabina przez dwa dni podróżowała z ukrytymi w jej karecie trupami dwóch dziewczyn, zanim znaleziono miejsce, w którym można było te trupy podrzucić. Hrabinę wszędzie przyjmowano z najwyższymi honorami. Na jej cześć wydawano bale. Z takiego właśnie balu hrabina zażyczyła sobie kiedyś porwać młodą węgierską arystokratkę, którą porwano i wywieziono do wynajętego domku. W domku czekała na dziewczynę kadź, a obok karzeł z nożem w ręce...

Szczególnych morderstw i szczególnych tortur dokonywała hrabina w dni wielkich świąt, takich jak Wielkanoc i Boże Narodzenie. Czasami w dni ważnych rocznic rodzinnych. Ogromna ilość mordowanych dziewcząt musiała doprowadzić do dekonspiracji podłego procederu. Koniec hrabiny zbliżał się wielkimi krokami. Niedbale pochowane przez Fritzko zwłoki odkryli chłopi niedaleko czachtickiego zamku i po ich rozpoznaniu zawiadomili o tym księdza.
'
Obrazek

Csók István, Báthory

'
O tym, że pani morduje dziewczyny, gadało się wokół zamku już od lat. Dawno już upadła „szkoła dla dziewcząt”, prowadzona dotąd przez hrabinę. Nie było już nikogo chcącego oddać swoje córki pod „opiekę” hrabiny. Wreszcie jednej z dziewczyn, porżniętej i storturowanej, cudem udało się uciec z zamku. Znalazł się więc naoczny świadek tego, co się na zamku działo.
W 1609 proboszcz z Czachtic publicznie oskarżył hrabinę o mordowanie dziewczyn.
Na rozkaz króla Węgier Mathiasa, hrabia Jerzy Thurzo, nota bene kuzyn naszej Batorówny, zaczął prowadzić tajne początkowo śledztwo, mąjce wyjaśnić zasadność oskarżeń, jakie zdawały się nagle mnożyć i dobiegać do króla z różnych stron.

Śledztwo rozpoczęto w roku 1610. Świadków przesłuchiwali śledczy Mojżisz Ciraky i Andrij z Keresztury. Przesłuchano 52 osoby. Potwierdziły one najgorsze podejrzenia. Odczekano jeszcze do Świąt Bożego Narodzenia, a więc do czasu, który według zeznań świadków hrabina na pewno będzie świętować na swój szatański sposób. Była więc szansa przyłapania hrabiny na gorącym uczynku.
30 grudnia 1610 na rozkaz króla oddział królewskich żołnierzy zajmuje zamek w Czachticach.
Wejścia nikt im bynajmniej nie bronił. Zdumionym oczom twardych madziarskich wojowników ukazują się obrazy, które nawet dla nich są szokujące. W salonie znajdują trupa młodej dziewczyny, zmasakrowanego i kompletnie wykrwawionego. W sąsiedniej komnacie znajdują nagą dziewczynę pociętą nożami, ale jeszcze żywą. W lochach odnaleziono kilka więzionych tam dziewczyn. Niektóre z nich z okropnymi ranami na ciele. W pobliżu zamku odnaleziono prawie 50 trupów zamęczonych i wykrwawionych dziewczyn i młodych kobiet.

Elżbieta Batory zostaje uwięziona w swoim zamku pod strażą żołnierzy. Jej pomagierów, karła i trzy wiedźmy, wojsko zabiera ze sobą. W 1611 rozpoczyna się proces, ale magia królewskiego nazwiska działa nadal i Elżbieta nie musi stawiać się przed sądem. Darviulę, Helenę i Dorotę przepytuje się raz po raz, poddając torturom. Karzeł Fritzko sypie wszystkich nawet bez bicia. Zeznania podsądnych podnoszą sądowi włosy na głowie. Znalazł się kalendarzyk Elżbiety, a w nim spisane nazwiska dziewczyn, jakie dostarczyły jej swojej krwi. W skrupulatnie prowadzonym przez hrabinę kalendarzyku znajduje się 640 nazwisk pomordowanych!

Fritzko zeznawał, że hrabina osobiście zamordowała 31 dziewczyn, wiedźmy mówiły, że własnoręcznie zabiła ich 51.
7 stycznia 1611 wydano wyrok. Najlżejszą karę dostał karzeł, bo tylko proste ścięcie toporem. Helena, Dorota i Darviula zostały skazane na wyrwanie z obu dłoni wszystkich palców, a następnie spalenie żywcem. Trzy dni później wyrok wykonano. Z takimi pętakami, jak pomocnicy hrabiny, sądowi poszło łatwo.
Pozostała sama hrabina, jak dotąd skutecznie chroniona potęgą rodziny Batorych. Wreszcie król Węgier postawił na swoim. Elżbieta została skazana na zamurowanie żywcem w swoim zamku w Czachticach.

Hrabinę umieszczono w jednej z komnat zamku, po czym zamurowano wszystkie drzwi i okna tej komnaty, pozostawiając jedynie mały otwór na utrzymanie dostępu powietrza oraz podawanie jedzenia i picia. Zamurowanej ciągle pilnowała straż. Dostęp do okienka mieli tylko członkowie rodziny, duchowny i stara kobieta, przynosząca Elżbiecie jedzenie. Elżbieta umarła dnia 21 sierpnia 1614. Strażnik zauważył, że leży w swej celi na podłodze, twarzą do ziemi.

Elżbieta nigdy nie poczuwała się do jakiejkolwiek winy. Nie potrafiła zrozumieć zarzutów, jakie jej stawiano. W jej mniemaniu miała prawo tak postępować, bo przecież pochodziła z rodziny królewskiej, a królom wolno wszystko.

Elżbietę pochowano w krypcie kościoła protestanckiego w Czachticach. 7 lipca 1938 komisyjnie otworzono wszystkie krypty tego kościoła. Okazało się, że trumny ze zwłokami Elżbiety tam nie ma! Miejscowi skwitowali ten fakt stwierdzeniem, że diabli ją sobie wzięli.


kuriergalicyjski.com

Ten mroczny wątek hrabiny Elżbiety Batory przewija się w wielu produkcjach filmowych. Jest to historia na tyle niesamowita, że aż niewiarygodna. I powstaje pytanie: to fakty czy tylko legenda?
Co o tym sądzicie? :mysle:
Co się gapisz? Weź flamaster i coś napisz! ;P

boldusia40
KOMENTATOR
KOMENTATOR
Reakcje:
Posty: 2004
Rejestracja: środa 30 mar 2016, 14:23
Płeć: kobieta

Re: Hrabina Elżbieta Batory. Legenda czy fakty?

#405089

Nieprzeczytany post autor: boldusia40 »

Nie wiem, nie umiem powiedzieć.
W historii różne się rzeczy działy. Różni też ludzie byli, zresztą teraz też są. Przypadki mordów, okultyzmu, kanibalizmu są zawsze szokujące,
bo przecież, aż niemożliwe żeby ktoś tak musiał się zachowywać. Bywa i życie pokazuje że możliwe jest.
Misericordias Domini in aeternum cantabo.

Awatar użytkownika
Mamba
KOMENTATOR
KOMENTATOR
Reakcje:
Posty: 19499
Rejestracja: niedziela 17 sty 2016, 17:13
Płeć: kobieta
Jestem: Wariatka:)
Znak zodiaku: Koziorożec

Re: Hrabina Elżbieta Batory. Legenda czy fakty?

#405096

Nieprzeczytany post autor: Mamba »

To fakty - aczkolwiek troszkę z pewnością upiększone dla tych dla których stała się natchnieniem do twórczości .
Ostatnio zmieniony sobota 07 paź 2017, 12:26 przez Mamba, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Kocur
EKSPERT
EKSPERT
Reakcje:
Posty: 10349
Rejestracja: piątek 06 mar 2015, 20:51
Lokalizacja: Opole
Płeć: mężczyzna
Jestem: Bilbo czasem Traf

Re: Hrabina Elżbieta Batory. Legenda czy fakty?

#405105

Nieprzeczytany post autor: Kocur »

To po prostu czysta prawda, tak jak zarzuty stawiane czarownicom:
Zarzuty, jakie stawiano czarownicom miały swoje źródło prawie zawsze w prywatnych oskarżeniach. Każdy człowiek, któremu gorzej się powodziło, upatrywał przyczyn swoich nieszczęść w działaniu nieczystych mocy. Mieszkańcy miast i wsi na przełomie XVII i XVIII wieku bardzo wierzyli w przynoszącą klęskę siłę wszelkich czarów. W Wielkopolsce, prawdopodobnie również w powiecie pleszewskim, czarownice były powszechnie napiętnowane, wykluczane z życia społecznego. Stały na czele hierarchii wszystkich straszących istot, które napawały przerażeniem i lękiem wszystkich przesądnych. Źródła podają, że obawiano się także zmór, upiorów, jędz i topielic.
Historyczne pytania dotyczące procesów o czary i haniebnego procederu zabijania czarownic, cały czas się mnożą. Faktem jest jednak, że w powiecie pleszewskim, w miejscowości Panienka (obecnie gmina Jaraczewo) w 1697 roku spalono na stosie cztery czarownice.
http://wielkopolskie.naszemiasto.pl/art ... id,tm.html
Skoro mamy wierzyć, że Batory robiła te rzeczy, to czemu nie wierzę (jak pewnie większość z nas), że czarownice robiły to, co robiły?

Awatar użytkownika
Lady Li
Założycielka KATHARSIS
Założycielka KATHARSIS
Reakcje:
Posty: 45361
Rejestracja: piątek 06 mar 2015, 20:43
Lokalizacja: Górny Śląsk - Racibórz
Płeć: Jędza
Jestem: adm.lilianna@interia.pl
Znak zodiaku: Waga

Re: Hrabina Elżbieta Batory. Legenda czy fakty?

#407100

Nieprzeczytany post autor: Lady Li »

@boldusia40 @Mamba @Kocur

Większość tematów które wstawiam tutaj na Forum - jest mi znanych, bowiem jak coś mnie zainteresuje, to grzebię długo i upierdliwie. Nie piszę jednak od razu swojej opinii, bo chcę poznać Waszą.

To co przedstawiłam w wątku startowym, to nic innego, jak tylko legenda. Bajka. Historia wyssana z palca, a dowiedli tego historycy. Na szczęście, bo to zbyt drastyczne, zbyt upiorne by mogło być prawdą. I bardzo krzywdzące dla samej hrabiny Elżbiety Batory..
Ona sama była w owym czasie ofiarą politycznego spisku, a te wszystkie brednie przetrwały 500 lat!
Stały się inspiracją dla książek i filmów wzbudzając grozę, dreszczyk emocji. Ale czas zejść na ziemię i liznąć trochę faktów:

Elżbieta Batory - ofiara politycznego spisku

"Niemal każdy słyszał legendę o okrutnej hrabinie, która pragnąc zachować wieczną młodość, kąpała się we krwi młodych dziewic. Cechować ją miała zarówno wielka uroda, jak i wielki sadyzm. Węgierska księżna na trwałe zapisała się na kartach historii jako jedna z najkrwawszych kobiet Europy. Jaka jest prawda o Elżbiecie Batory? Czy rzeczywiście dopuściła się wszystkich czynów, o które ją oskarżono? A może stała się ofiarą wyrafinowanego spisku, który jej chciwa rodzina uknuła wspólnie z zadłużonym królem i Habsburgami? Prawda o jej życiu wydaje się być znacznie ciekawsza niż legenda, którą hrabina po sobie zostawiła...


Nazywana jest dziś "Panią na Cachticach", "krwawą hrabiną" lub "Wampirzycą z Transylvanii", a przez wieki jej imię budziło grozę. Kąpiele we krwi, torturowanie swoich służących, uprawianie czarnej magii, a w końcu proces i zamurowanie żywcem w komnacie swojego zamku - z tym Elżbieta Batory kojarzy się dzisiaj niemal wszystkim miłośnikom horrorów. Jak się okazuje - niesłusznie. Prace węgierskich historyków wskazują jasno, że cachticka księżna padła ofiarą okrutnej manipulacji wymierzonej w nią przez jej kuzyna, palatyna Thurzó. Raz stworzona legenda stała się powodem trwającego kilkaset lat niesłusznego oczerniania kobiety, która była tylko ofiarą męskiego świata polityki z początku XVII wieku...

BÁTOR ZNACZY DZIELNY

Jednym z najpotężniejszych europejskich rodów przełomu XVI i XVII wieku była bez wątpienia siedmiogrodzka dynastia Batory (węg. Báthory). Ich początki, sięgające XIII wieku, wywodziły się od węgierskiej szlachty, której członkowie otrzymali za swoje zasługi posiadłości w pobliżu miasta Nyírbátor (północno-wschodnie Węgry). Wkrótce nazwa tych dóbr stała się ich nazwiskiem rodowym. Jak każda wielka dynastia, potrzebowali legendy, mówiącej o ich początkach. Do naszych czasów przetrwała opowieść o Hunie Gutkeldzie, który w nierównej walce pokonał potwora (lub smoka), czym zasłużył sobie na przydomek "bátor", czyli dzielny.

Z głównej linii wyłoniło się kilka gałęzi rodu, wśród których dwie największe nosiły nazwy Somlyó i Ecsed. Przedstawicielem tego pierwszego był Stefan Batory (Báthory István), który w roku 1576 został polskim królem. Jego siostra Anna poślubiła swojego dalekiego kuzyna z linii Ecsed, pastora Jerzego (György). Pierwszym ich dzieckiem był Stefan, po nim na świat przyszła Elżbieta. Jej rodzice nie mieli jeszcze wtedy pojęcia, że ich ukochana córka stanie się częścią jednej z najczarniejszych legend tej części Europy...

PIĘKNA MŁODA GNIEWNA

Elżbieta Batory (węg. Báthory Erzsébet) przyszła na świat 7 sierpnia 1560 roku w rodzinnym majątku Nyírbátor, stanowiącym część regionu Ecsed (w komitacie Szabolcs-Szatmár-Bereg). Niewiele wiadomo o jej dzieciństwie i młodości. Na temat jej życia narosło tyle legend, że dziś trudno zweryfikować, co jest prawdą, a co wymysłem. Opierając się na zachowanych opisach można mieć pewność, że od dziecka cechowała ją wielka uroda i duża inteligencja. Bardzo szybko nauczyła się łaciny i języka niemieckiego. Resztę jej młodzieńczej biografii skrywa się w mroku mitów i w opowieściach wyssanych z palca. Jednak dzięki pracom węgierskich historyków oraz odrobinie zdrowego rozsądku można zweryfikować choć niektóre z nich...

Od najmłodszych lat uchodziła za osobę skłonną do napadów gniewu i ataków furii, które z czasem miały się przerodzić w jej rzekomy sadyzm. Zachowanie takie próbowano tłumaczyć jako objawy choroby psychicznej, wynikającej z wad genetycznych, powstałych z powodu kazirodczych związków zawieranych wewnątrz dynastii. Próby powoływania się na ten argument są jednak całkowicie pozbawione sensu. Linie Ecsed i Somlya, mimo wspólnych przodków, są oddalone od siebie o 7 pokoleń, a od ostatniego wspólnego przodka dzieli je różnica ponad 200 lat. Odrzucając fakt złych genów, odziedziczonych po przodkach, należy pamiętać, że w tamtych czasach dzieciństwo nie należało do rzeczy łatwych i przyjemnych. Gdy dookoła czaili się wrogowie, a panować nad własnym ludem trzeba było silną ręką, charakter dzieci kształtowało codzienne życie. Elżbieta od najmłodszych lat musiała być świadkiem wielu drastycznych scen, które pozostawiały w jej psychice trwały ślad.

Jednym z takich epizodów mógł być przypadek z roku 1566, gdy miejscowy Cygan został oskarżony (nie wiadomo czy słusznie) o kradzież kilkoro dzieci i sprzedanie ich w niewole Turkom. Szybko został uznany za winnego i publicznie stracony. Elżbieta miała być świadkiem jak pobitego do nieprzytomności mężczyznę, żywcem zaszyto w brzuchu martwego konia. Gdy kilka lat później dowiedziała się, że jej kuzyn, książę Siedmiogrodu, w przypływie gniewu rozkazał stłumić próby powstania okolicznych chłopów. Za bunt skazał 54 osoby. Wszystkim obcięto uszy i nosy. Na pewno już wtedy 13-letnia hrabina wiedziała, że aby skutecznie rządzić należy być twardą i okrutną władczynią.

Podpis Elżbiety Batory. Pomimo tego, że węgierska wersja jej imienia i nazwiska brzmi "Báthory Erzsébet",
ona sama podpisywała się jako "Batorý Ersebet" lub łacińską wersją "Elizabeta de Báthor".

NIELETNIA NARZECZONA

Ferenc Nádasdy
(1555-1604).
W roku 1573 jej rodzina postanowiła zwiększyć swoje wpływy i majątek, doprowadzając do małżeństwa Elżbiety z członkiem innej bogatej i wpływowej rodziny - Ferencem Nádasdy. Jeszcze w tym samym roku ogłoszono zaręczyny z 18-letnim dziedzicem swojego rodu oraz spadkobiercą rodu Drághaffy. Połączenie tych dwóch rodzin sprawiło, że Batorowie skupiliby w swoich rękach dobra nie tylko w Siedmiogrodzie, ale i znaczną część kraju będącego pod panowaniem wrogiej im dynastii Habsburgów. Huczny ślub odbył się dwa lata później, 8 maja 1575 roku, we Vranovie (dzisiejsza wschodnia Słowacja). Młoda para zamieszkała w zamku Sárvár, należącym do rodziny Ferenca. Całkowicie za fałszywe należy uznać zapiski, mówiące o tym, że już wtedy Elżbieta miała za sobą pierwsze kontakty seksualne, a jej ciąża, mająca być skutkiem romansu z miejscowym chłopem została ukryta przez jej rodzinę. Gdyby tak faktycznie było, młoda hrabina musiałaby urodzić najpóźniej w wieku 12 lat. W takich okolicznościach rodzice nieletniej matki natychmiast oddaliby ją do klasztoru, by oszczędzić swojej rodzinie tak wielkiego wstydu, jakim był związek z kimś znacznie niższego stanu. Poza tym posiadająca tak wielkie wpływy rodzina nie szczędziłaby środków, aby tan haniebny epizod skutecznie ukryć i jest mało prawdopodobne, aby ktokolwiek się o tym dowiedział. Nie mówiąc już o tym, że pozwolono by na jakiekolwiek zapiski na ten temat.

Młodzi od samego początku przypadli sobie do gustu, a ich małżeństwo uchodziło za wyjątkowo udane. Elżbieta w prezencie ślubnym otrzymała zamek w Cachticach (ówczesne Węgry), wraz z kilkunastoma pobliskimi wsiami. Warownia chroniąca granice z Węgrami została wtedy przekształcona w znacznie większe gotyckie zamczysko, ale hrabina spędzała tu mało czasu, gdyż zamek był bardzo skromnie urządzony, zimny i nie nadawał do zamieszkania, zwłaszcza w okresach zimowych. Ferenc, który większość czasu spędzał walcząc z Turkami, nie mógł poświęcać swojej pięknej żonie zbyt wiele chwil. Podczas jego ciągłych nieobecności Elżbieta podróżowała po kraju, odwiedzając swoich krewnych. Podobno w tym właśnie okresie odwiedzała w Wiedniu swoją ciotkę Klarę, która słynęła ze swojego wystawnego życia i organizowanych z rozmachem balów. Miała ona wprowadzić Elżbietę w świat wyuzdania i niekończących się orgii. Nie ma jednak nawet najmniejszych dowodów na to, że takie orgie miały w ogóle miejsce. Sądząc bo liczbie gości, których przyjmowała Klara (a źródła podają, że podczas każdego balu bawić się mogło około tysiąca gości), mało prawdopodobne wydaje się, że żadna osoba nie wspomniałaby w swoim liście lub pamiętniku o rzekomych ekscesach, które według legendy miały miejsce na dworze w Wiedniu.

RODZINA JAKICH WIELE

Najstarszy syn Elzbiety - Pál
(1597-1650).
Ich małżeństwo uchodziło za zwykłą i typową rodzinę szlachecką. Według zachowanych źródeł nie cechowała się absolutnie żadnymi sadystycznymi skłonnościami. Na podstawie listów i dokumentów można z całą pewnością stwierdzić, że Elżbieta bardzo kochała swojego męża i aktywnie wspierała go w jego misji obrony kraju przed wrogimi Turkami. Ferenc w swoim zamku pojawiał się tylko podczas przerw pomiędzy kolejnymi bitwami, dlatego też pierwsze ich dziecko (córka Anna) urodziło się dopiero po 10 latach. W tym czasie w jego imieniu Elżbieta nadzorowała cały majątek, rozstrzygała miejscowe spory i udzielała się w edukowaniu młodych szlachcianek, które trafiały na jej dwór. Bogate rodziny chętnie oddawały swoje córki pod jej opiekę i z całą pewnością należy wątpić, że na zamku dochodziło do jakichkolwiek aktów sadyzmu i tortur. Gdyby faktycznie cokolwiek złego stało się młodym dziewczętom, magnackie rodziny szybko przestałyby posyłać jej córki na wychowanie. Zamiast tego wybieraliby inne dwory. Legenda mówi także o bestialskim traktowaniu służących z niższej klasy społecznej. Również i to trzeba uznać za nieprawdę. W czasach, gdzie epidemie i zarazy dziesiątkowały ludność, brakowało rąk do pracy, więc każdy kto mógł pracować był dla Elżbiety na wagę złota. Była zbyt inteligentna, by pozwolić sobie na takie straty wśród służby.

Panuje opinia, że małżonkowie doczekali się czworo dzieci. Jednak źródła węgierskie utrzymują, że dzieci urodziło się sześcioro. Po Annie na świat przyszli: Katalin (Katarzyna, ur. 1594), Pál (Paweł, ur. 1597), András (Andrzej, ur. 1598), a także dwoje dzieci, których daty urodzenia nie zachowały się w dokumentach: Miklós (Mikołaj) i Orsolya (Urszula).

"W MOIM CIELE DRZEMIE MĘŻCZYZNA"

Na początku roku 1604 nad głową Elżbiety Batory pojawiły się czarne chmury... 4 stycznia zmarł Ferenc Nádasdy. Za oficjalną przyczynę jego śmierci uznano rany odniesione podczas boju kilkanaście dni wcześniej. Miejscowy lud długo jednak spekulował, że do jego zgonu przyczyniła się sama Elżbieta lub ktoś z jej otoczenia. Mówiono, że Ferenc został otruty tuż po przyjeździe do zamku. Ta hipoteza wydaje się jednak być czystym wymysłem. Elżbieta doskonale wiedziała, że na jego śmierci ona sama straci najwięcej. Jej ostatni list do niego przepełniony był wielkim uczuciem i troską o jego zdrowie, które od pewnego czasu podupadało. Zostając sama narażona była na zdwojone ataki wrogich jej rodzinie Habsburgów. Nowe światło na przyczynę zgonu Ferenca rzucili ostatnio historycy z Budapesztu. Dokumenty jednoznacznie wskazują, że na kilka tygodni przed jego śmiercią zaczęto leczyć go poprzez nacieranie rtęcią. Tą niebezpieczną substancję stosowano wówczas jako środek na choroby weneryczne. W przypadku Nádasdy'ego miała to być kiła, której nabawił się podczas jednaj z wypraw wojennych, gdy "smutek rozłąki z żoną" topił w ramionach wziętych do niewoli Turczynek. Kuracja ta, trwająca zazwyczaj około 3 miesięcy, była niezwykle groźna dla zdrowia. Niewielu pacjentów dożywało do końca jej trwania. Wiele wskazuje więc na to, że węgierskiego bohatera nie zabili tureccy żołnierze ale tureckie kobiety...

Po uroczystym pogrzebie Ferenca Elżbieta Batory postanowiła przeprowadzić się na stałe do Csejte (słowac. Cachtice), zamku położonego w niedostępnych wschodnich Karpatach (dzisiejsza Słowacja). Twierdzę przebudowano tak, by nadawała się do zamieszkania także podczas mroźnych zim, dzięki czemu zamek zyskał nowy, renesansowy wygląd i bogate wyposażenie.

Wdowa, która została teraz sama z ogromnym majątkiem, rok później przeszyła kolejną tragedię, gdy zmarł jej brat Stefan. Nie zostawił on żadnych prawowitych spadkobierców, więc hrabina Batory przejęła jeden z najbardziej strategicznych punktów na granicy z Austrią - zamek Dévény. Miejsce to było idealne do przeprowadzenia ataku na Wiedeń. Gdy w roku 1606 Elżbieta rozkazała umieścić tam swój oddział do ochrony zamku, zarówno Habsburgowie, jak i mieszkańcy Pozsony (dzisiejsza Bratysława) byli temu stanowczo przeciwni, grożąc nawet wybuchem wojny. Doprowadziło to do sprzedaży zamku, jednak nowy właściciel nigdy za niego nie zapłacił.

Starała się jednak być silną kobietą i nie pozwalała sobie na żadne ustępstwo wobec nikogo, kto próbował ingerować w jej życie i sprawy prywatne. Na początku roku 1606 pewien szlachcic z Siedmiogrodu, niejaki Jerzy Bánffy zajął i okupował jej włości w pobliżu Lindva. Jeden z poddanych Elżbiety doniósł jej o tym fakcie. Hrabina natychmiast napisała do niego list:
"Magnifice Domine Nobis Observandissime
Niech Wam da Bóg wszystkiego dobrego. Muszę Wam napisać, czego dowiedziałam się wczoraj od mojego poddanego Jánosa Csimbera. Powiedział mi, że najechałeś moje włości w Lindve. Nie rozumiem zupełnie jak mogłeś zrobić taką rzecz? Nie myśl sobie, Jerzy Bánffy, że stanę się kolejną wdową Bánffy! Uwierz mi, że nie będę milczeć. Nie pozwolę komukolwiek dotknąć mojej najświętszej własności. Chcę jedynie, żebyś o tym wiedział.
Ex arce nobis Kapu, 3 lutego 1606

Elizabeta Comittissa de Báthor
P.S.
Ja wiem, na Boga dobrego, że to twoja sprawka. Próba okupowania moich włości dowodzi tylko, że jesteś biedakiem, lecz nie myśl sobie, że pozwolę ci na cokolwiek. Uważaj, bo przekonasz się, że w moim ciele kobiety drzemie mężczyzna."

Książki i dokumenty należące do Elżbiety. Dziś można je oglądać w muzeum w Cachticach.

Nie był to koniec kłopotów "pani z Cachtic". W roku 1608 księciem Siedmiogrodu (Transylvanii) został Gabor Batory, który nie krył swoich planów zagarnięcia dla siebie węgierskiej korony. Habsburgowie zdawali sobie sprawę, że bardzo wiele zależy teraz od postawy Elżbiety. Posiadłość w Cachticach była bowiem punktem ważnym i strategicznym. Elżbieta Batory mogła dzięki niej wesprzeć swojego kuzyna Gabora w jego ewentualnym sięgnięciu po węgierski tron. Gdyby Gabor zdecydował się wysłać swą siedmiogrodzką armię do Węgier przeciw Rudolfowi II, Elżbieta w łatwy sposób mogłaby zapewnić mu bezpieczne przejście, zarówno przez wschodnie Węgry, jak i w drodze do Polski. Oba takie scenariusze byłyby naruszeniem interesów habsburskich w obu tych krajach. Habsburgowie postanowili więc zrobić wszystko, by usunąć z politycznej gry Elżbietę, jako przyszłego sojusznika Gabora. Tym samym księżna stała się pionkiem w grze i ofiarą politycznej strategii, mającej zapewnić Habsburgom kontrolę nad Siedmiogrodem. Misję zdetronizowania hrabiny powierzyli człowiekowi, który pod pozorem ochrony interesów narodu, zręcznie spełnił swoje ambicje. Tym człowiekiem był palatyn Węgier Jerzy (György) Thurzó...

SPISKI CHCIWEGO PALATYNA

György Thurzó został Palatynem (komesem pałacowym, odpowiednikiem polskiego wojewody) pod koniec 1609 roku. Tytuł ten dawał mu niemal nieograniczoną władzę we własnym kraju. W marcu 1610 roku Thurzó zaangażował się w spisek, mający na celu wyeliminowanie księcia Gabora. Co ciekawe - w tym samym czasie rozegrały się trzy wydarzenia, które ewidentnie były na rękę Habsburgom. Wspomniany zamach na życie Gabora w Siedmiogrodzie, uwięzienie Zygmunta Batorego w Pradze i pokazowy proces Elżbiety na Węgrzech. We wszystkich tych wydarzeniach palce maczał sam palatyn Thurzó.

Spisek, mający na celu pozbawienie Elżbiety silnej pozycji, Thurzó od razu zaczął wprowadzać w życie. Miał przy tym swój osobisty powód - pragnął przejąć jej majątek. Na początku XVII wieku to skarbiec królewski przejmował majątki osób skazywanych za zbrodnie, które popełnili. Król Węgier Mátyás II (Maciej II) miał ogromny dług zaciągnięty u Ferenca Nádasdy, więc w przypadku skazania hrabiny nie tylko pozbyłby się wierzyciela, to dodatkowo dysponowałby ogromnym majątkiem skazanej zbrodniarki, którym mógł dowolnie dysponować. Zmowa pomiędzy królem a Thurzó dotyczyła więc podziału między nich dóbr rodziny Batory, z zastrzeżeniem jednak zapewnienia dzieciom Elżbiety środków finansowych do dalszego życia.

Podpis palatyna Thurzó

Elżbieta nie cieszyła się dobra opinią wśród swojego ludu w Cachticach. Jako węgierska księżna traktowana była przez Słowaków jako znienawidzony okupant. Dodatkowo, wychowana w wierze kalwińskiej była dla katolickiej ludności złym heretykiem. Na jej obronę nie przemawiała nawet jej hojność dla miejscowego proboszcza i fundowanie najróżniejszych dóbr dla miasta. Thurzó postanowił wykorzystać wrogość mieszkańców i w nocy 29 grudnia 1610 roku wtargnął do jej zamku, po czym aresztował Elżbietę wraz z całą jej służbą. Na temat samego aresztowania, jak i późniejszego procesu powstała legenda, która jest głównie zasługą jednego człowieka - mnicha, który opisał te wydarzenia ponad 100 lat później...

WERSJA JEZUICKIEGO MNICHA

Jeden z zachowanych do naszych czasów listów hrabiny.
W roku 1729 węgierski jezuita László Túróczy napisał "Ungaria suis cum regibus compendio data". W założeniu miała to być ostrzegawcza powiastka o Elżbiecie Batory, prezentująca wszystkie okropności jakich dopuściła się hrabina. Według jezuity powodem takiego wynaturzenia była reformacja protestancka. Ród Batorych, jako protestanccy arystokraci w kraju opanowanym przez katolików, byli głównym celem propagandy. Túróczy pomylił jednak religię hrabiny, opisując ją jako renegata katolickiego, która stała się morderczynią zaraz po tym jak przeszła na luteranizm. W rzeczywistości Elżbieta, podobnie jak reszta jej rodziny, była kalwinistką przez całe swoje życie i nigdy nie zmieniła swojej wiary. Nawet wtedy, gdy poślubiła luterańskiego męża. Túróczy zaślepiony wrogością do wyznawców innych odłamów chrześcijaństwa nie zważał na prawdę, wskutek czego stworzył kipiący wrogością i pomówieniami tekst, który przez 130 lat stopniowo zmieniał się w legendę o krwawej księżnej. Praca to odcisnęła swoje piętno na ludowym folklorze do tego stopnia, że na stałe zakorzeniła się w świadomości ludzi, dla których księżna pozostała jedną z największych seryjnych morderczyń wszechczasów.

Motyw kąpieli we krwi jest nierozłącznym elementem legendy.

Jak dzięki XVIII-wiecznemu mnichowi dziś wygląda legenda o "krwawej Pani na Cachticach"? Otóż, według Túróczy'ego, mieszkańcy Cachtic długo skarżyli się palatynowi Thurzó na porzucone wokół zamku zwłoki młodych dziewcząt. Twierdzili też, że nie było tygodnia, podczas którego nie znikałyby z wioski ich córki i wnuczki. Thurzó obiecał zbadać sprawę i udał się do hrabiny w celu wyjaśnienia pogłosek. To, co odkrył na zamku przeraziło go i jego ludzi. Miał bowiem zastać Elżbietę podczas mordowania kolejnej ofiary. Przyłapana na gorącym uczynku księżna została natychmiast aresztowana, a w trakcie przeszukania odnaleziono w podziemiach cachtickiego zamku setki rozkładających się zwłok. Aresztowani pomocnicy "krwawej" hrabiny podczas przesłuchania do wszystkiego się przyznali i ze szczegółami opisywali wszystkie tortury, które stosowała Elżbieta. Swoje służące oblewała zimną wodą i wystawiała je na mróz, spokojnie patrząc jak powoli zamarzają. Inne ofiary kazała smarować miodem, po czym kazała im stać na dworze, gdzie żądliły je pszczoły. Chłosty, okaleczenia i bicie miały miejsce codziennie. Uprawiała czarną magię, sporządzała eliksiry i trucizny, rzucała uroki. Największą jednak obsesją Elżbiety były kąpiele we krwi swoich ofiar. Spowodowane to było jej strachem przed nieuchronną starością. Czarownica Anna Darvulia przekonała ją, że tylko krew młodych dziewic zatrzyma starzenie, dzięki czemu księżna pozostanie na zawsze piękna i młoda.

MODLITWA DO CHMURY

Tyle mówi legenda, tak chętnie powtarzana przez wszystkich. Mnich zręcznie prześcigał się w wymyślaniu kolejnych tortur i urządzeń, które miały do tego służyć. Nie przeszkadzało mu nawet to, że niektóre z nich nigdy nie weszły do użytku na tych terenach. Fakty historyczne i zachowane dokumenty z procesu całkowicie temu jednak przeczą. Elżbiety nigdy nie oskarżono o czary i rzucanie uroków. W akcie oskarżenia nie ma ani słowa o kąpielach w ludzkiej krwi i kontakty z diabłem. Gdyby tak było, to w myśl ówczesnego prawa - cały jej majątek przeszedłby w ręce Kościoła, tak jak działo się to w przypadku innych heretyków oskarżanych o czary. Na to jednak nie mogli (i nie chcieli) pozwolić ani król Węgier, ani Thurzó...

Elżbietę oskarżono wyłącznie o przestępstwa natury kryminalnej - morderstwa szlachcianek (morderstwami chłopek nie bardzo się wtedy przejmowano), bicie i tortury. A zeznania świadków wymuszono... torturami właśnie. Dorotea Szentes (Dora) i Ilona Jo oraz karzeł Johannes Ujvary (zwany Ficko) przyznali się do wszystkich zarzucanych im czynów. Podczas tortur Ujvary zeznał:
"Kazała nam związywać dłonie i ramiona ofiary bardzo ciasno, po czym biła dziewczynę na śmierć, dopóki całe ciało nie zrobiło się czarne niczym węgiel, a skóra tej nieszczęsnej pokryła się ranami i rozerwała się na kawałki. Jedna z dziewczynek cierpieć musiała więcej niż dwie setki uderzeń, zanim wyzionęła ducha"

Kobiety zostały spalone żywcem, natomiast karzeł, ze względu na swoją chorobę i młody wiek najpierw został ścięty, a potem wrzucony do ognia. Duchowni wciąż jednak próbowali wymusić na palatynie dodanie do aktów procesowych oskarżenia o czary. Ksiądz Janosz Ponékinus napisał nawet do niego list, w którym opisał jak, jego zdaniem, powinni zeznawać świadkowie podczas tortur. Według Ponékinusa śledztwo powinno być tak przeprowadzone, aby odkryto, że oskarżona była wiedźmą i zmuszała swoją służbę do jedzenia ludzkiego mięsa. Poza tym sugerował, że liczba ofiar wśród młodych dziewcząt (szlachcianek i chłopek) powinna(!) wynieść nie mniej niż 300. W dodatku zaznaczył, że jest pewny, iż oskarżona w nocy zamieniała się w czarnego kota i pod taką postacią spacerowała po dziedzińcu swojego zamku...

Opowieść jakoby Elżbieta Batory miałby zostać skazana na zamurowanie żywcem w swojej komnacie, a jedzenie podawano jej wyłącznie przez niewielki otwór w ścianie też nie jest prawdziwa. Thurzó po aresztowaniu zarządził wobec niej areszt domowy i nakazał przetrzymywanie hrabiny w jej zamku pod czujnym okiem strażników, jednak według źródeł księżna poruszała się po swoim domu dość swobodnie. Dostarczane jej były wszystkie potrzebne rzeczy, których sobie zażyczyła, specjalny oddział kucharzy gotował posiłki specjalnie dla niej, a dostęp do oskarżonej mógł mieć każdy, kto o to poprosił. Z dokumentów wynika jednak, że odwiedzały ją tylko dwie osoby - jej syn i spowiednik. Z czasem jednak przestano dbać o wygody więźniarki, która wciąż czekała na swój proces. Pisała listy do króla z prośba o uniewinnienie, oskarżała także palatyna Thurzó o spisek na jej życie i majątek. Mijały miesiące i lata, a palatyn mimo zapewnienia króla o niezbitych dowodach, wciąż nie zdecydował się na rozpoczęcie procesu hrabiny. Dr Irma Szádeczky-Kardoss w swojej książce "Báthory Erzsébet igazsága" ("Prawda o Elżbiecie Batory") z 1993 roku twierdzi, że takie zachowanie palatyna było spowodowane po prostu niewystarczającymi dowodami jej winy. Thurzó wiedział, że w przypadku rozpoczęcia procesu Elżbieta łatwo się obroni i jego plany przejęcia majątku rodziny Batory się nie powiodą. Już sam fakt uwięzienia szlachcianki bez wyroku sądu był przestępstwem, za który Thurzó z całą pewnością by odpowiedział.

Szádeczky-Kardoss zwraca również uwagę, że Elżbieta zabezpieczyła się na ewentualny wyrok skazujący, spisując w ostatnich dniach życia testament, w którym cały swój majątek podzieliła na trzy części i przekazała swoim dzieciom. W ten sposób sama pozbawiła się wszelkich środków do życia, więc ani król, ani palatyn nie mogli już liczyć na jej pieniądze. Historyczka dotarła też do dokumentów, mówiących o tym, że król Maciej II zaczął tracić cierpliwość i wymuszał na Thurzó jak najszybsze rozpoczęcie procesu. Zaznaczał przy tym, że ze względu na szlacheckie pochodzenie oskarżonej, proces ten powinien być jak najbardziej sprawiedliwy. Bardzo dziwna była odpowiedź palatyna na ten list. Stwierdził on, że nie może dostarczyć Elżbiecie wezwania na proces, gdyż jest już ona w areszcie i należy ją traktować jako osobę zmarłą(!).

Czy to Thurzó przyczynił się do śmierci Elżbiety Batory? Biorąc pod uwagę fakt, że odwlekał rozpoczęcie jej procesu, o który dopominał się sam król - wydaje się to wielce prawdopodobne. O jej śmierci wiadomo tylko tyle, że w dniu 21 sierpnia 1614 roku ciało Elżbiety Batory znalezione zostało na podłodze jej komnaty przez jednego ze strażników. Stan jej zwłok, który opisano jako "nienadający się do oglądania i nie przypominający hrabiny" sugeruje, że śmierć nastąpiła co najmniej tydzień wcześniej. Przy jej ciele znaleziono medalion z jej ulubioną modlitwą:
"Pomóż mi o Isten i ty także wszechmocna chmuro.
Strzeż mnie Elżbietę i daj mi długie życie.
O obłoku - jestem w niebezpieczeństwie.
Ześlij mi dziewięćdziesiąt kotów które są twoją domeną.
Rozkaż im przybyć z ich wszystkich legowisk
Z gór, z wody, z rzek, z rynsztoków i oceanów.
Powiedz im aby przybyły szybko
I niech wyszarpią i rozedrzą serce Megyery.
I strzeż Elżbietę od wszystkiego co złe."

Jak zmarła "Pani na Cachticach"? Tego nie wiadomo. Jak zwykle pojawiło się wiele hipotez, lecz nie jest pewne, która z nich może być bliższa prawdy. Samobójstwo, otrucie, pożar w zamku - to tylko niektóre z przypuszczeń. Pochowano ją dopiero trzy miesiące później, 25 listopada 1614 roku, w krypcie kościoła w Cachticach. Jednak mieszkańcy, którzy szczerze nienawidzili i zarazem bali się morderczej hrabiny zażądali usunięcia jej ciała. Pochowano ją ponownie w roku 1617 w Nagyecsed, w północno-wschodnich Węgrzech, gdzie znajdowała się rodowa siedziba rodziny Báthory. Kiedy w roku 1995 otworzono rodzinną kryptę, nie znaleziono w niej szczątków Elżbiety. Niektórzy historycy twierdzą, że jej kości pochowano gdzieś na cmentarzu w Budapeszcie, nie ma jednak żadnych dowodów, że tak się stało. Jej szczątków do dzisiaj nie odnaleziono.

SZPITAL ZAMIAST SALI TORTUR

Wspomniana już Dr Irma Szádeczky-Kardoss w swojej książce "Báthory Erzsébet igazsága" zwraca uwagę na jeszcze jeden bardzo ważny element. Według niej wielką pasja Elżbiety Batory było leczenie i uzdrawianie. Zajmowała się nie tylko chorymi szlachcicami, ale również najbiedniejszą częścią społeczeństwa. W swoim zamku zatrudniała najlepszych specjalistów, potrafiących diagnozować choroby i rany oraz je leczyć. Na przełomie XVI i XVII wieku medycyna nie stała na wysokim poziomie, a takie praktyki budziły powszechną podejrzliwość. Zwłaszcza jej wrogów, którzy bacznie jej się przyglądali. Każda szlachcianka przyjmowana do służby w jej zamku musiała uczyć się podstaw anatomii i podstawowych technik uzdrawiania.Wiedza Elżbiety o metodach leczenia oparta była na siedmiogrodzkich praktykach jej przodków. Niektóre zioła i metody były zupełnie nieznane wśród Słowaków, więc bardzo łatwo było posądzić hrabinę o produkcję trucizn i praktykowanie magii.

Działania medyczne prowadzone w Cachticach spowodowały jeszcze większe podejrzenia, gdy Elżbieta sprowadziła z Wiednia pochodzącą z Chorwacji położną i uzdrowicielkę Annę Darvulię (Szádeczky-Kardoss dotarła do dokumentów, w których widnieje ona jako Anna Darbúlia). Chorwatka praktykowała sztukę uzdrawiania całkowicie obcą dla miejscowych. Jej specjalnością były zabiegi chirurgiczne, takie jak upuszczanie krwi, przypalanie ran rozgrzanym żelazem, wycinanie guzów i znamion. Gorączki leczono tam naprzemiennymi, zimnymi i gorącymi kąpielami, stawiano bańki, usuwano zainfekowane tkanki, czyraki i ropnie. Pacjenci często pochodzili z pobliskich wiosek, więc gdy po kuracjach zastali odwiezieni do domostw, oczom pozostałych mieszkańców ukazywał się widok okaleczonych, posiniaczonych i czasami pociętych ciał. Łatwo było w pierwszej chwili pomylić te ślady z oznakami niedawnych tortur.

Testament uwięzionej Elżbiety, napisany przez nią krótko przed śmiercią

Na takie rewelacje tylko czekał palatyn Thurzó, który zręcznie wykorzystał opowieści o okaleczonych ciałach, by podsycić w niektórych umysłach strach przed hrabiną. Ludzie zaczęli wierzyć, że księżna (z pomocą Darvulii) dokonuje przerażających zbrodni na terenie swojej posiadłości. Fakt odnotowania w kronikach zgonów młodych osób zbiegł się z dobrze udokumentowanymi przypadkami lokalnych epidemii dżumy i tyfusa. W ciągu jednego tylko tygodnia w październiku 1610 roku (dwa miesiące przed aresztowaniem Elżbiety) w Cachticach zmarło 8 kobiet. Prawdopodobnie to wydarzenie dało palatynowi pretekst do zatrzymania hrabiny. Jeden z listów z tego okresu dowodzi niezbicie, że w tym czasie Elżbieta wraz z córką przebywała w Wiedniu. Nikt nie uznał tego za jakąkolwiek okoliczność łagodzącą... Zachęcony Thurzó sam miał rozkazać podrzucenie dodatkowych martwych ciał w okolicznym lesie, a po ich odnalezieniu oskarżył kuzynkę o kolejne morderstwa.

Według aktu oskarżenia, w dniu aresztowania palatyn przyłapał Elżbietę na gorącym uczynku podczas próby morderstwa. Jak dowodzi Szádeczky-Kardoss, w tym czasie Darvulia leczyła młodą kobietę, która dzień wcześniej została zaatakowana przez dzikie zwierzę. Pacjentka przeżyła (wyleczył ją później miejscowy lekarz), jednak jej zeznania nie znalazły się w dokumentach z przesłuchań świadków. Jest to o tyle dziwne, że w przypadku ewentualnej próby morderstwa na tej kobiecie, jej świadectwo byłoby niepodważalnym dowodem przeciwko Elżbiecie. Zostało jednak pominięte, gdyż świadczyło o próbie jej wyleczenia, a nie zabicia. Gdyby było inaczej, Palatyn Thurzó na pewno nie zmarnowałby takiej okazji na pogrążenie swojej kuzynki.


Wizerunki hrabiny obecne są nawet na słowackich winach

Jak nie trudno się domyślić - to wszystko sprowadziło się do powstania plotek o wszelkich okrucieństwach, jakich dopuszczała się hrabina w podziemiach swojego zamczyska. Na dodatek, w piwnicach zamku odnaleziono kilkanaście ciał pacjentek, które nie przeżyły zabiegów. Było to zjawisko zupełnie naturalne w ówczesnej medycynie, a odsetek zgonów pacjentów u innych lekarzy był taki sam (jeśli nie wyższy). Martwe ciała zabrano i ułożono na zamkowym dziecińcu. Ściągnięto mieszkańców wioski i kazano im je obejrzeć, jednak tylko z dalszej odległości. Wszyscy zgodnie stwierdzili, że ciała, noszące ślady zabiegów chirurgicznych wyglądają jak po torturach. Zeznania tych właśnie świadków były kluczowe w trakcie późniejszego śledztwa. Jednak dokumenty jasno stwierdzają, że żaden zeznający mieszkaniec Cachtic nie przyznał, iż był naocznym świadkiem dokonywanych przez Elżbietę Batory (lub jej sług) zbrodni. Wszyscy twierdzili zgodnie, że tylko o tym słyszeli. Elżbiecie, nie pozwolono złożyć wyjaśnień i zeznań. Król Maciej II odrzucił również jej prośbę o możliwość dopuszczenia osoby, która zeznawałaby w jej imieniu...

Hrabina nigdy nie przyznała się do żadnego zarzucanego jej czynu. Do końca swoich dni pisała listy do króla z prośba o uniewinnienie. Bez rezultatu...

NOWE SPOJRZENIE NA LEGENDĘ

Legenda o "krwawej hrabinie" przez kolejne wieki była przekazywana z ust do ust, stając się elementem ludowego folkloru. Na przełomie XIX i XX wieku opowieść o jej okrucieństwie doskonale dopasowała się do słowackiego nacjonalizmu - oto przedstawicielka znienawidzonej węgierskiej szlachty terroryzowała uciśnionych Słowaków. Długo trzeba było czekać na pierwsze obiektywne potraktowanie tej historii. Dopiero w latach 80. XX wieku wybitny węgierski historyk László Nagy napisał dwie książki, które sprawiły, że świat zaczął oddzielać prawdę od mitów - "A rossz hírű Báthoryak" ("Niesławna Batory") z roku 1984 i "Az erős fekete bég: Nádasdy Ferenc" ("Wielki Czarny Bej: Fenenc Nádasdy") wydana w 1987. Zapoczątkowały one rehabilitacje Elżbiety i stały się przełomowym krokiem na drodze do odkrycia prawdy o "Pani na Cachticach". Również Słowaccy historycy, którzy bardzo niechętnie przedstawiają Elżbietę Batory w dobrym świetle, potrafili kilkukrotnie pozbyć się uprzedzeń. Do najciekawszych książek naszych południowych sąsiadów zaliczyć można z całą pewnością "Krvavá grófka: Alžbeta Bátoryová, fakty a výmysly" Pavla Dvořáka oraz "Alžbeta Báthoryová a palatín Turzo" Jozefa Kočiša. Można żałować tylko, że w naszym kraju nie zdecydowano się przetłumaczyć ani jednej rzetelnej pozycji, która mogłaby dać polskim czytelnikom możliwość zweryfikowania swojej wiedzy na temat węgierskiej hrabiny.

Współcześnie postać Elżbiety na stałe zadomowiła się w kulturze popularnej. Liczne odniesienia do opowieści o jej życiu znaleźć można w niezliczonej ilości filmów. Historia "krwawej księżnej" stała się wdzięcznym tematem tanich horrorów, które garściami czerpią z najbardziej fantastycznych mitów, a żadna pozycja nie może obejść się bez obowiązkowej sceny kąpieli w wannie wypełnionej świeżą krwią. W 2008 roku słowacki reżyser Juraj Jakubisko postanowił zerwać z wizerunkiem sadystycznej hrabiny. Film "Bathory" to jedna z najdroższych europejskich produkcji, której budżet szacuje się na około 10 milionów Euro. Nakręcone z wielkim rozmachem dzieło chyba po raz pierwszy przedstawia Elżbietę (w tej roli brytyjska aktorka Anna Friel) jako ofiarę męskiego świata polityki. Mimo, że reżyser nie ustrzegł się błędów i scen sprzecznych z faktami historycznymi, to zręcznie udało mu się przedstawić niektóre hipotezy i wyjaśnić co (jego zdaniem) mogło doprowadzić do zrodzenia się legendy, którą dziś wszyscy znają. Rok później swoją premierę miał kolejny film o "Pani na Cachticach". Francusko-niemiecko-amerykańska produkcja "Krwawa hrabina" ("The Countess") z roku , w przeciwieństwie do filmu Juraja Jakubisko, jest dramatem pozbawionym elementów komediowych. Aktorka i reżyserka Julie Delpy również nie ustrzegła się błędów i przeinaczeń, zupełnie jakby twórcy filmu uznali, ze prawdziwa historia Elżbiety Batory okaże się dla widzów zbyt nudna...

Hrabina obecna jest również w muzyce. Szwedzki zespół metalowy Bathory, założony w roku 1983, w swojej nazwie nawiązał do węgierskiej księżnej. Kapela została rozwiązana w roku 2004 po tym, jak Quorthon Seth (lider zespołu) został znaleziony martwy w swoim mieszkaniu w Sztokholmie.

POSTSCRIPTUM...

Kilka lat temu potomek rodu Batorych odwiedził Cachtice. Słowacka telewizja wyemitowała, krótki film z okazji tej podróży. Dennis Báthory-Kitsz (ur. 1949) podczas spotkania z panią burmistrz wygłosił krótkie przemówienie, podczas którego przeprosił wszystkich mieszkańców za całe zło, jakie wyrządziła ich przodkom Elżbieta Batory. Z wielkim przejęciem zapewniał, że czyny hrabiny piętnuje i składa na ręce mieszkańców Cachtic wyrazy wielkiego współczucia. Jednocześnie zdawał się nie dostrzegać, że już 20 lat wcześniej, po wnikliwych badaniach węgierskich historyków, ustalono ponad wszelką wątpliwość, że proces przeciwko Elżbiecie był w rzeczywistości pokazowym widowiskiem, mającym na celu zniszczenie potęgi i wpływów jednej z najpotężniejszych kobiet ówczesnej Europy Środkowej. W wywiadach stanowczo zaprzecza, że hrabina została niesłusznie oskarżona. Twierdzi, że w jego mniemaniu, dowody przeciwko niej są niepodważalne, a jemu samemu sumienie nie pozwala na wyparcie się wszystkich okrucieństw, których dopuściła się jego przodkini.

Jak powszechnie wiadomo - na niczym nie zarabia się tak dobrze, jak na czarnej legendzie. On sam stworzył operę o losach Elżbiety i jej zbrodniczej działalności. Projekt ten nie odniósł oszałamiającego sukcesu, pozwolił jednak Denisowi wieść spokojne i dostatnie życie w cieniu swej słynnej pra...babki. Można się spodziewać, że nawet jednoznaczne i niepodważalne dowody niewinności księżnej nie przekonają go do zmiany swojego stanowiska. Przecież nie zabija się kury znoszącej złote jaja...


Więcej TUTAJ
Co się gapisz? Weź flamaster i coś napisz! ;P

Awatar użytkownika
Mamba
KOMENTATOR
KOMENTATOR
Reakcje:
Posty: 19499
Rejestracja: niedziela 17 sty 2016, 17:13
Płeć: kobieta
Jestem: Wariatka:)
Znak zodiaku: Koziorożec

Re: Hrabina Elżbieta Batory. Legenda czy fakty?

#407201

Nieprzeczytany post autor: Mamba »

Nie znam zródła tego artykułu - więc nie będę negować czyichś analiz czy zdobytej wiedzy na ten temat .
Natomiast jeżeli chodzi o mnie , to nie napisałam ,że to powyżej w pierwszej wersji jest 100% prawda - bo z pewnością nie jest.
Natomiast moja analiza wydarzeń przyjęła taką wersję co do tej postaci :Zaznaczyć trzeba ,że wszystkie informacje na ten temat to analizy historyczne nie ma i nie bezie wersji w 100% prawdziwej .
Wracając do mojej opinii to: Elżbieta była kobietą o wytwornej urodzie i niebywałym intelekcie .Elżbieta rządziła samodzielnie ale oddawała się wielu bezsensownym romansom co po jakimś czasie nawet zaowocowało na orgiach homoseksualnych w które wciągnęła ja krewna .Elżbieta z czasem zaczęła zauważać ,że ma skłonności sadystyczne co odzwierciedlało bezwzględne i bezduszne zachowanie wobec służby zwłaszcza płci żeńskiej .Elżbieta widząc swoje problemy emocjonalne zaczęła zajmować się uzdrawianiem chorych ,z nadzieją ,że to ją w jakimś stopniu uzdrowi emocjonalnie i duchowo , ale nbie dało to żadnego efektu .
W miarę upływu lat stawała się coraz bardziej nieobliczalna ,a szczyt tej bezwzględności do innych sięgną w momencie jak zaczęła sobie uświadamiać ,że się starzeje- nie mogła się z tym pogodzić i coraz bardziej okazywała okrucieństwo wobec służby a zwłaszcza młodych dziewcząt .Jej piękny umysł zaczął gasnąć wraz z urodą i uczynkami jakich się dopuszczała a były to przede wszystkim orgie seksualne .Elzbieta nigdy nie pogodziła się ze trata rodziców i była świadkiem naocznym ich egzekucji to najprawdopodobniej zaważyło na jej psychice .Jako dziewczynka była również narażona na widok różnych bestialskich egzekucji .
W czasie swoich samodzielnych rządów również wydawała pozwolenie na okrutne egzekucje , co z każdym dniem odbijało się na jej psychice .
Nie prawdą jest moim zdaniem ,że kąpała się w krwi i mordowała dla krwi na taką skale - stworzono , dodano , upiększono ten obraz dla potrzeb literackich .

Awatar użytkownika
Nataraj
MODERATOR
MODERATOR
Reakcje:
Posty: 185665
Rejestracja: czwartek 04 cze 2015, 14:36
Lokalizacja: Mazowieckie - Radom
Płeć: Mężczyzna
Jestem: FANEM MOTOCYKLI
Znak zodiaku: Rak

Re: Hrabina Elżbieta Batory. Legenda czy fakty?

#407303

Nieprzeczytany post autor: Nataraj »

Dla mnie osobiście hrabina Elzbieta Batory jest postacia dość kontrowersyjna.. Być może w przekazach o niej, niektóre fakty sa tylko i wylacznie wymysłem ludzi spisujących jej biografie.. Ale jak to się mowi: w każdej bajce ziarnko prawdy jest... :)
Ostatnio zmieniony czwartek 12 paź 2017, 19:28 przez Nataraj, łącznie zmieniany 1 raz.
Słabi szukają zemsty, silni wybaczają,
a inteligentni ignorują !
Najlepsza reakcja, to brak reakcji !

ODPOWIEDZ

Wróć do „HISTORIA”