
"K-19" nie jest klasycznym filmem wojennym. Reżyserka zrezygnowała bowiem z szybkiej akcji na rzecz ukazania moralnych dylematów swoich bohaterów. Zamiast skupiać się na pełnych wybuchów i krwi wizualizacjach, film emanuje atmosferą nerwowości panującej na pokładzie. Ten zabieg zdecydowanie udał się twórcom - jest w filmie parę mocnych momentów, pełnych ogromnych emocji, jak np. ta, w której marynarze decydują się na wejście do komory reaktora, narażając się na pewną śmierć. Bigelow powoli dozuje nam napięcie, szczególnie w pierwszej części filmu.
Ukazanie niedociągnięć w budowie łodzi, tragicznego wypadku lekarza czy butelki szampana, która nie rozbija się o kadłub statku podczas uroczystego wodowania, będąc zdecydowanie złą wróżbą, są bardzo sugestywne. Nie posługując się przemocą czy hektolitrami krwi, reżyserce udało się przekonać widza, że pokazana łódź bynajmniej nie jest miejscem, w którym chcielibyśmy się kiedykolwiek znaleźć. Wielka w tym zasługa ciekawych zdjęć, które oddają klaustrofobiczny charakter łodzi i utrzymują napięcie towarzyszące bohaterom. Intrygujące są przejścia kamery przez ściany statku, które uświadamiają nam jak cienka powłoka dzieli marynarzy od ton zabójczej lodowatej wody.
Świetny film z doskonałą obsadą. Gorąco polecam.



