Rosyjski polityk o "kolaboracji Polski z Hitlerem"
: poniedziałek 14 sie 2017, 21:51
"To niemoralne, nieodpowiedzialne i antyhistoryczne" – tak słowa ministra Waszczykowskiego o współwinie ZSRS za wybuch II wojny światowej skomentował Konstantin Kosyczow z Rady Federacji, kłamiąc przy okazji na temat polskiej historii.
Rosjanie budują swój narodowy mit na dumie ze „zwycięstwa nad faszyzmem”. I to niezależnie od stopnia nostalgii za czasami Związku Sowieckiego. II wojnę światową nazywają „wielką wojnę ojczyźnianą”. Mając świadomość zbrodniczości komunizmu, celem uniknięcia dysonansu często dowodzą, że triumfatorem wojny z Hitlerem nie był Stalin, tylko naród rosyjski, względnie sowiecki. Stąd też nic dziwnego, że rosyjska opinia publiczna, szczególnie w ostatnich latach, nie potrafi pogodzić się z prawdą historyczną. „To Związek Sowiecki przyczynił się do rozpoczęcia II wojny światowej podpisawszy pakt Ribbentrop-Mołotow i atakując nas od wschodu we wrześniu 1939 roku” – te słowa ministra Witolda Waszczykowskiego wywołały w Rosji burzę. Dwa dni temu wypowiedź szefa polskiej dyplomacji na antenie telewizji „Russia Today” komentował ostro przewodniczący komisji spraw międzynarodowych Rady Federacji Konsantin Kosyczow. Stwierdził, że opinia Waszczykowskiego odzwierciedla konsekwentną linię polityki obecnego polskiego rządu, który „przedstawia Polskę jako nieomal jedyną ofiarę II wojny światowej, a wszystkie pozostałe państwa – jako agresorów czy ewentualnie biernych obserwatorów”.
To jeszcze dość umiarkowana ocena polskiej polityki historycznej, która rzeczywiście dąży do odwrócenia nie tylko wizerunkowo niebezpiecznego, ale i zwyczajnie niesprawiedliwego, fałszywego trendu nazywania Polaków „narodem sprawców”. Jednak rosyjski parlamentarzysta nie ogranicza się do publicystycznych komentarzy. Idzie dalej, jawnie zakłamując historię: „Przypomnę, że Polska w pierwszej połowie lat trzydziestych reprezentowała Niemcy w Lidze Narodów”. Fakty wyglądają inaczej. Berlin od początku torpedował aspiracje Warszawy do Rady Ligi Narodów. Ostatecznie zawarty został kompromis. W 1926 roku Niemcy zostały członkiem stałym Rady Ligi, natomiast Polsce przyznano miejsce „półstałe”, czyli na trzy lata z prawem reelekcji na kolejną kadencję. W 1933 roku rosnące w siłę hitlerowskie Niemcy, chcąc pozbyć się międzynarodowych zobowiązań, wystąpiły z LN. W tym samym roku nastąpiło polepszenie relacji polsko-niemieckich. Hitler widział w Polsce bastion komunizmu, natomiast Piłsudski, realizując swoją ideę unikania konfliktu na dwa fronty, i prognozując, że naziści są mniej antypolsko nastawieni niż pruscy rewizjoniści, nie dążył do otwartej konfrontacji zarówno z Moskwą, jak i z Berlinem. Wystąpienie hitlerowskich Niemiec z LN rodziło uzasadnione obawy, że Niemcy będą dążyć do zburzenia ładu międzynarodowego. Dlatego też polska dyplomacja dążyła do taktycznego zbliżenia z agresywnym zachodnim sąsiadem, wymagając od Hitlera wprost dowodu, że opuszczenie struktur Ligi nie oznacza uszczerbku dla bezpieczeństwa Polski. Ostatecznie Polska zawarła z Niemcami pakt o niestosowaniu przemocy. Rzeczywiście, porozumienie z Warszawą pozwalało Hitlerowi uniknąć całkowitej izolacji, jaka groziła w efekcie wyjścia z międzynarodowych struktur, ale nazywanie w tej sytuacji Polski „reprezentantem Niemiec w Lidze Narodów” jest nie tyle daleko idącym nadużyciem, ale po prostu kłamstwem.
Dalej już jednak Kosyczow niestety słusznie krytykuje Polskę za współpracę z Hitlerem przy rozbiorze Czechosłowacji. Wyciąga jednak z tego błędu II RP błędny wniosek. Twierdzi mianowicie, że państwo, które współpracowało z III Rzeszą, nie ma moralnego prawa twierdzić, że to ZSRS doprowadził do wybuchu wojny. Wedle tej logiki to rozbiór Czechosłowacji był pierwszym aktem światowego konfliktu. To bardzo wygodne dla rosyjskiej polityki historycznej podejście. Po pierwsze bowiem, zajęcie Czechosłowacji odbyło się praktycznie bez wystrzału, za zgodą rządu czechosłowackiego (który zgodził się także na oddanie Polsce Zaolzia), i dopiero właśnie niemiecko-sowiecka inwazja na Polskę była początkiem konfliktu zbrojnego na szeroką skalę (Warszawa, inaczej niż Praga, na niemiecką okupację się kategorycznie nie zgadzała). Po drugie zaś, nawet jeśli już uznać, że II wojna światowa rozpoczęła się nie w Gdańsku, ale od „pokojowych” aneksji dokonywanych przez Hitlera, to pierwszą jego ofiarą nie była rozebrana przy pomocy Polski Czechosłowacja, ale Austria. Ale przecież w Anszlusie Polska nie brała udziału, dlatego to wydarzenie nie pasuje do rosyjskiej wizji historii…
Insynuacje na temat współpracy Polski z Niemcami na forum Ligi Narodów to nie jedyne kłamstwo, jakiego rosyjski parlamentarzysta dopuścił się na temat polskiej historii. Kosyczow twierdzi, że obecnie w państwach, które nie mają własnej historii walki z nazizmem, albo mają „wstydliwą historię kolaboracjonizmu” z hitlerowskimi Niemcami, „robi się wiele, by wymyślić upiększoną, bardziej korzystną dla tych państw i narodów, historię czasów II wojny światowej”. Nie wystarczy więc gardłować, wbrew faktom, że ZSRS nie miał nic wspólnego z wybuchem wojny. Trzeba jeszcze w zemście nakłamać o tym, że Polacy, a więc jedyny naród, który walczył z Niemcami na wszystkich frontach, jedyny naród, który nie stworzył kolaboracyjnego rządu, jedyny naród, który nie miał własnej dywizji SS, jest tak naprawdę… narodem, który albo z Hitlerem nie walczył, albo z nim kolaborował.
http://www.msn.com/pl-pl/wiadomosci/his ... spartanntp
Zaraza zawsze będzie zakłamaną zarazą i żadna siła tego zacofania i propagowania kłamstw w celu ściemnia swojego własnego narodu nie zmieni .To po prostu rozpacz i wołanie o pomstę do nieba jak się , to czyta
@Yeti I Ty mi chcesz powiedzieć ,że w sprawach strategii , propagandy sowieckiej i ich morale coś się zmienia ??Proszę Ciebie opanuj emocje , spójrz na rzeczywistość .
Rosjanie budują swój narodowy mit na dumie ze „zwycięstwa nad faszyzmem”. I to niezależnie od stopnia nostalgii za czasami Związku Sowieckiego. II wojnę światową nazywają „wielką wojnę ojczyźnianą”. Mając świadomość zbrodniczości komunizmu, celem uniknięcia dysonansu często dowodzą, że triumfatorem wojny z Hitlerem nie był Stalin, tylko naród rosyjski, względnie sowiecki. Stąd też nic dziwnego, że rosyjska opinia publiczna, szczególnie w ostatnich latach, nie potrafi pogodzić się z prawdą historyczną. „To Związek Sowiecki przyczynił się do rozpoczęcia II wojny światowej podpisawszy pakt Ribbentrop-Mołotow i atakując nas od wschodu we wrześniu 1939 roku” – te słowa ministra Witolda Waszczykowskiego wywołały w Rosji burzę. Dwa dni temu wypowiedź szefa polskiej dyplomacji na antenie telewizji „Russia Today” komentował ostro przewodniczący komisji spraw międzynarodowych Rady Federacji Konsantin Kosyczow. Stwierdził, że opinia Waszczykowskiego odzwierciedla konsekwentną linię polityki obecnego polskiego rządu, który „przedstawia Polskę jako nieomal jedyną ofiarę II wojny światowej, a wszystkie pozostałe państwa – jako agresorów czy ewentualnie biernych obserwatorów”.
To jeszcze dość umiarkowana ocena polskiej polityki historycznej, która rzeczywiście dąży do odwrócenia nie tylko wizerunkowo niebezpiecznego, ale i zwyczajnie niesprawiedliwego, fałszywego trendu nazywania Polaków „narodem sprawców”. Jednak rosyjski parlamentarzysta nie ogranicza się do publicystycznych komentarzy. Idzie dalej, jawnie zakłamując historię: „Przypomnę, że Polska w pierwszej połowie lat trzydziestych reprezentowała Niemcy w Lidze Narodów”. Fakty wyglądają inaczej. Berlin od początku torpedował aspiracje Warszawy do Rady Ligi Narodów. Ostatecznie zawarty został kompromis. W 1926 roku Niemcy zostały członkiem stałym Rady Ligi, natomiast Polsce przyznano miejsce „półstałe”, czyli na trzy lata z prawem reelekcji na kolejną kadencję. W 1933 roku rosnące w siłę hitlerowskie Niemcy, chcąc pozbyć się międzynarodowych zobowiązań, wystąpiły z LN. W tym samym roku nastąpiło polepszenie relacji polsko-niemieckich. Hitler widział w Polsce bastion komunizmu, natomiast Piłsudski, realizując swoją ideę unikania konfliktu na dwa fronty, i prognozując, że naziści są mniej antypolsko nastawieni niż pruscy rewizjoniści, nie dążył do otwartej konfrontacji zarówno z Moskwą, jak i z Berlinem. Wystąpienie hitlerowskich Niemiec z LN rodziło uzasadnione obawy, że Niemcy będą dążyć do zburzenia ładu międzynarodowego. Dlatego też polska dyplomacja dążyła do taktycznego zbliżenia z agresywnym zachodnim sąsiadem, wymagając od Hitlera wprost dowodu, że opuszczenie struktur Ligi nie oznacza uszczerbku dla bezpieczeństwa Polski. Ostatecznie Polska zawarła z Niemcami pakt o niestosowaniu przemocy. Rzeczywiście, porozumienie z Warszawą pozwalało Hitlerowi uniknąć całkowitej izolacji, jaka groziła w efekcie wyjścia z międzynarodowych struktur, ale nazywanie w tej sytuacji Polski „reprezentantem Niemiec w Lidze Narodów” jest nie tyle daleko idącym nadużyciem, ale po prostu kłamstwem.
Dalej już jednak Kosyczow niestety słusznie krytykuje Polskę za współpracę z Hitlerem przy rozbiorze Czechosłowacji. Wyciąga jednak z tego błędu II RP błędny wniosek. Twierdzi mianowicie, że państwo, które współpracowało z III Rzeszą, nie ma moralnego prawa twierdzić, że to ZSRS doprowadził do wybuchu wojny. Wedle tej logiki to rozbiór Czechosłowacji był pierwszym aktem światowego konfliktu. To bardzo wygodne dla rosyjskiej polityki historycznej podejście. Po pierwsze bowiem, zajęcie Czechosłowacji odbyło się praktycznie bez wystrzału, za zgodą rządu czechosłowackiego (który zgodził się także na oddanie Polsce Zaolzia), i dopiero właśnie niemiecko-sowiecka inwazja na Polskę była początkiem konfliktu zbrojnego na szeroką skalę (Warszawa, inaczej niż Praga, na niemiecką okupację się kategorycznie nie zgadzała). Po drugie zaś, nawet jeśli już uznać, że II wojna światowa rozpoczęła się nie w Gdańsku, ale od „pokojowych” aneksji dokonywanych przez Hitlera, to pierwszą jego ofiarą nie była rozebrana przy pomocy Polski Czechosłowacja, ale Austria. Ale przecież w Anszlusie Polska nie brała udziału, dlatego to wydarzenie nie pasuje do rosyjskiej wizji historii…
Insynuacje na temat współpracy Polski z Niemcami na forum Ligi Narodów to nie jedyne kłamstwo, jakiego rosyjski parlamentarzysta dopuścił się na temat polskiej historii. Kosyczow twierdzi, że obecnie w państwach, które nie mają własnej historii walki z nazizmem, albo mają „wstydliwą historię kolaboracjonizmu” z hitlerowskimi Niemcami, „robi się wiele, by wymyślić upiększoną, bardziej korzystną dla tych państw i narodów, historię czasów II wojny światowej”. Nie wystarczy więc gardłować, wbrew faktom, że ZSRS nie miał nic wspólnego z wybuchem wojny. Trzeba jeszcze w zemście nakłamać o tym, że Polacy, a więc jedyny naród, który walczył z Niemcami na wszystkich frontach, jedyny naród, który nie stworzył kolaboracyjnego rządu, jedyny naród, który nie miał własnej dywizji SS, jest tak naprawdę… narodem, który albo z Hitlerem nie walczył, albo z nim kolaborował.
http://www.msn.com/pl-pl/wiadomosci/his ... spartanntp
Zaraza zawsze będzie zakłamaną zarazą i żadna siła tego zacofania i propagowania kłamstw w celu ściemnia swojego własnego narodu nie zmieni .To po prostu rozpacz i wołanie o pomstę do nieba jak się , to czyta
@Yeti I Ty mi chcesz powiedzieć ,że w sprawach strategii , propagandy sowieckiej i ich morale coś się zmienia ??Proszę Ciebie opanuj emocje , spójrz na rzeczywistość .